Rozmowa z Bartkiem Pietryką – sztuka w mężczyźnie

 

Wywiad z Bartkiem Pietryką, to jedna z przyjemniejszych rozmów mojego życia. To wymiana mądrych słów, która trwała zaledwie sto minut, a z każdą chwilą chcielibyśmy wiedzieć więcej. Jest ona w stanie dostarczyć nam bardzo interesujących informacji na temat człowieka, który od małego rysuje i z tego jest znany… mimo, jak samemu możesz się przekonać, nie tylko jego dzieła są w stanie zauroczyć. 

 

Jak to się zaczęło? Skąd wziął się rysunek w Twoim życiu?

 

Przed kartką jestem raczej od zawsze. Lubiłem rysować, a że bardzo dużo czasu spędzałem z samym sobą, to wcześnie nabrałem w tym wprawy i już od małego stało się to rzeczą, która mnie wyróżnia. Pamiętam, że takim przełomowym momentem było, kiedy moja mama pokazała mi na wakacjach jak przerysowywać postacie i tak chyba powstał mój pierwszy rysunek — Timon i Pumba… Takie zdolności mam chyba po niej, bo ona też w swoim czasie lubi coś potworzyć —, czy to wyhaftować, czy ozdobić.

 

Czy po prostu lubisz rysować, czy robisz to dla innego celu?

 

Jak najbardziej lubię to robić, ale robię to już od tak dawna, że stało się to jedyną rzeczą, z którą wiążę przyszłość. Akademia Sztuk Pięknych to jak dla mnie jedyne wyjście a co po tym — zobaczymy. Od małego niektóre ciocie mi powtarzają, że kiedyś na pewno zobaczą moje prace na jakiejś wystawie, ale nigdy do tego nie podchodziłem tak optymistycznie, bo wiem, że to niełatwe. Zresztą wystawy nigdy nie były moim celem, chcę po prostu wykorzystać swoje umiejętności najlepiej, jak tylko mogę, a jeśli kogoś po drodze to zainteresuje, to nie będę miał nic przeciwko.

 

Skoro już jesteśmy przy tym, to jakie są Twoje artystyczne ambicje?

 

Chciałbym zostać poniekąd znany za swoją twórczość, ale myśli o jakiejś międzynarodowej sławie nigdy nie zajmowały mi głowy. Nie wiem, czy to przez skromność, czy samokrytykę, ale nie sądzę, żebym jak na razie wyróżniał się czymś niesamowitym, a to raczej klucz do zostania zapamiętanym. Dlatego poniekąd czasem czuję się zażenowany, kiedy ktoś rzuca nazwiskami wielkich twórców i mówi mi, że jestem jakimś następcą. Twórca oczywiście zawsze widzi swoją twórczość inaczej niż widz, dlatego staram się do tego nie podchodzić ze zbyt wielką pychą. Takie porównania są oczywiście zawsze miłe, bo to komplementy, ale trzeba też mieć z tyłu głowy to, jak wygląda rzeczywistość. Jeśli coś niesamowitego wydarzy się w mojej „karierze” twórczej, to raczej będzie to przypadek, a nie spełnione marzenie o zostaniu wielkim artystą.

 

Odnoszę wrażenie, że Twoje otoczenie jest bardzo zaangażowane w Twój romans z rysunkiem, to pomaga, inspiruje Cię? Czy raczej została Ci przypięta plakietka rysownika?

 

Poniekąd przypina plakietkę rysownika, ale nie uważam to za jakąś wadę, bo odkąd zacząłem udostępniać swoje prace, to jedynym celem był właśnie rozgłos o tym, że rysuje. Im więcej osób wie, tym więcej tworzy się przede mną okazji jak np. potencjalni klienci czy zamówienia. Plakietka rysownika mi pasuje, bo lepiej jest być kojarzonym z jednej fajnej rzeczy, którą się robi niż w ogóle nie być kojarzonym.
Ci, którzy dobrze mnie znają wiedzą, że jestem troszkę więcej niż gościem, który spędza dużo czasu przed kartką, a samo zaangażowanie mi zdecydowanie pomaga. Inspiracja raczej już od nich nie zależy, bo to sprawka mojego samopoczucia.

 

Właśnie, co jeszcze Cię pochłania? Albo czy spełniasz się lub chciałbyś w innej dziedzinie?

 

Zauważyłem, że z czasem się to drastycznie zmienia, ale tak ma chyba każdy. Lubię wszystko, co jest związane z psychologią. Rozbijanie jakiegoś zachowania na części, próby dojścia do tego, dlaczego ktoś reaguje w ten, a nie inny sposób. Takie rzeczy raczej zawsze zajmowały moją głowę i nic chyba na to nie poradzę.
Kiedyś moim światem był sport, ale dość wcześnie wyrosłem z jakichkolwiek oczekiwać wobec siebie w tej dziedzinie.
W innych dziedzinach artystycznych raczej się jak do tej pory nie odnalazłem.

 

Ua filozofia… no właśnie… a wydedukowałeś, co Cię inspiruje? I którą z Twoich inspiracji myślisz, że widać najbardziej w Twoich pracach?

 

Ktoś mógłby pomyśleć, że przez to, że rysuję głównie siebie mam jakąś obsesję na swoim punkcie, ale jest to bardzo dalekie od prawdy. Autoportrety mnie zaciekawiły głównie dlatego, że towarzyszy mi dziwnie przyjemne uczucie podczas rysowania. Ma to jednak swój haczyk, bo jeśli nie jestem w dobrym nastroju, to nie jestem w stanie nic rysować, a co dopiero samego siebie.
Nie ukrywam, że inspirują mnie inni artyści, czasem jest to też jakieś wydarzenie w moim życiu. Wpływają na to różne rzeczy, ale przede wszystkim kluczem jest czucie się dobrze z samym sobą — co często może być ciężkie.
Jeśli chodzi o elementy rysunków to niektóre charakterystyczne rzeczy w nich wynikły z czystego przypadku. Najbardziej z tego wszystkiego podoba mi się brak źrenic, bo wtedy oczy wydają się bardzo niedostępne i tajemnicze, ale nie jest to związane z żadnym ukrytym przekazem.
Można na nich też dostrzec, że lubię minimalizm lub adoruję jednego specyficznego artystę.

 

Okay… wiemy, że lubisz tworzyć autoportrety, ale jest ktoś jeszcze… kogo lubisz tworzyć?

 

Do pewnego momentu były to postaci filmowe/serialowe czy po prostu celebryci, których uważałem za ciekawych. Taka forma była przyjemna, ale zdecydowałem, że muszę zacząć tworzyć coś własnego i dlatego przerzuciłem się na autoportrety niż wstawiać ciągle puste portrety sławnych ludzi. Dużo ludzi oczywiście jest dzięki takiej formie sławna, ale ja nie czułem, że jakkolwiek bym się w tym spełnił.

Zapewne moglibyśmy przeprowadzić osobną, długą i równie interesującą rozmowę na ten temat.

 

Też tak myślę.

 

Rysujesz, jak sam powiedziałeś od małego, przez to pewnie masz już swoje zdanie na temat talentu… Czym ten ów talent dla Ciebie jest?

 

Nie sądzę. Jestem dość sceptyczny i nie wierzę, że urodziłem się z jakimś cudownym darem do rysowania. Moje umiejętności zawdzięczam latami progresu i ciężką pracą nad samym sobą. Oczywiście, kiedy ktoś mówi, że mam wielki talent to nie wyskakuje mu z tą myślą, tylko grzecznie przyjmuję komplement ale ten talent ma też swoje granice. Przekraczanie tej granicy jest, wtedy kiedy ktoś próbuje kogoś z otoczenia do mnie przyrównać, a następnie tamta osoba odpowiada coś w stylu „ale przecież to nie ma w ogóle porównania między mną a Bartkiem, on ma taki talent a ja nic”. Takie coś mnie irytuje, bo ktoś nie traktuje siebie na poważnie i myśli, że to, co robię to jakieś magiczne zdolności, które są nieosiągalne. Wszystko zależy od praktyki i warsztatu, jaki się wyrobiło przez lata wykonywania danej czynności.

 

Widać, że tak powiem, że siedzisz w tym jakiś czas i znasz się na tym, bo spod Twoich dłoni wychodzą dzieła, widać, też, że preferujesz portrety i ołówek.

Czy tylko i jeśli tak, to właśnie tak uzewnętrzniasz minimalizm w pracach?

 

Minimalizm uzewnętrzniam raczej bardziej efektem niż samą techniką. Ołówek zawsze był mi najbliższy, bo nigdy nie bawiłem się we wszelkiego rodzaju farby, kredki czy pastele a bardzo chciałbym. Ale mimo wszystko po przemyśleniu ołówek świetnie pasuje do tego stylu więc można uznać, że strzeliłem nim w dziesiątkę.

 

Hm… Nie pozostało mi nic więcej jak: dziękuje za poświęcenie mi tych prawie stu minut i bardzo tak naprawdę inspirującą rozmowę i życzenia Tobie wszystkiego, co najlepsze.

 

Również dziękuje, bardzo przyjemnie było rozmawiać i wywalić z siebie kilka myśli. I oczywiście również życzę jak najlepiej nie tylko Tobie, ale i całym Zapisanym Zeszytom.

 

Tekst dzięki Zofia Matylda Czerwińska 

ze specjalnym udziałem Laury Lis