Magazyn II – zima w polskiej fantastyce

W polskiej literaturze fantastyka jest traktowana jak niechciane dziecko, niby jest, ale najlepiej o nim nie mówić. Część autorów, która zyskała znaczenie w ogólnoliterackim polu, unika nawet określenia „fantastyka” w odniesieniu do własnych książek i opowiadań. Media sukcesywnie pomijają temat, omawiając tylko najdziwniejsze lub najbardziej spektakularne przypadki, wspominając tylko mimochodem o książkowym pierwowzorze. 

 

 

Środowisko czytelników ma się stosunkowo dobrze, gorzej jest z rynkiem wydawniczym. W 2014 roku cały rynek był wart 2,48 mld. złotych.  Niestety w porównaniu z 2013 rokiem rynek się skurczył, a przewiduje się, że będzie zmniejszał się nadal. Dochody ze sprzedaży maleją, co tylko zaogni walkę między wydawnictwami. Publikuje się więcej tytułów, ale w mniejszym nakładzie. To zarzucanie sieci, które ma zwiększyć szansę na trafienie w bestsellera.

Media i fantastyka

Media generalnie mają fantastykę w głębokim poważaniu. Trudno im się dziwić, patrząc na poziom czytelnictwa. To się nie sprzedaje. W telewizji nie ma reklam książek, bo wydawnictwa nie mają na to środków, takie reklamy byłyby też mało skuteczne. Nie relacjonuje się również imprez fanowskich, najwyżej można liczyć na regionalną telewizję lub gazetę. Kiedy w 2016 roku Andrzej Sapkowski otrzymał World Fantasy Award jako pierwszy Polak w historii fakt ten został odnotowany tylko przez dwa ogólnopolskie media. Czas antenowy jest cenny, a fantastyka nie jest tak dochodowa jak inne obszary. Jeśli już się o niej mówi to pośrednio; o serialu Gra o Tron, sukcesie gry Wiedźmin, wysokiej pozycji J. K. Rowling na liście najbogatszych osób na świecie.

Trochę lepiej jest z literaturą piękną, bo wydaje się „bardziej poważna”. Niska ocena fantastyki przewija się w mediach i oddziaływuje na ludzi negatywnie. Kilku autorom udało się przebić szklany sufit i zyskać uznanie na ogólnym polu literatury, min. Andrzejowi Sapkowskiemu, Jackowi Dukajowi. Kilka osób  przeszło do wydawnictw cieszących się prestiżem w ogólnoliterackim polu, np. do Wydawnictwa Literackiego przeszli Jacek Dukaj, Szczepan Twardoch, Wit Szostak, Marek Huberath. Nie ma nic złego w zmianie wydawnictwa, ani pisaniu rzeczy innych niż fantastyka – pisarz jest w końcu od pisania jak aktor od grania. Unika się jednak określeń nawiązujących do fantastyki. Na przykład Jacek Dukaj na stronie Wydawnictwa Literackiego jest określany tylko jako „prozaik”.

Polskie kino fantasy praktycznie nie istnieje. Ostatnią próbą ekranizacji polskiej fantastyki dla dorosłego widza był nieszczęsny Wiedźmin (2001). Porażka przeniesienia prozy Sapkowskiego na ekrany widocznie zapadła producentom w pamięci, bo od tego czasu panuje w tym temacie cisza. Realizowane są mniejsze projekty (animacje i filmy krótkometrażowe), ale o produkcji pełnometrażowego filmu możemy na długo zapomnieć. Podstawowymi problemami są oczywiście koszty produkcji i sprzedaż. Producenci wolą zebrać fundusze na film historyczny czy komedie niż na fantastykę.

Czytelnik a fantastyka

Dla części osób fantastyka to po prostu bajki dla dzieci, ewentualnie młodzieży. Opowieści gdzie nie liczy się logika, ani prawa fizyki, a wszystkie problemy można rozwiązać znając odpowiednie zaklęcia. Wielu narzeka na poziom i powielanie schematów: przeczytałeś kilka, to znasz w zasadzie wszystkie.

Mają trochę racji, ale tylko trochę.

W literaturze istnieje skończona liczba motywów. Po kilku tysiącach lat rozwoju różnych opowieści, licząc od eposu o Gilgameszu, trudno wymyślić coś zupełnie nowego, o ile to jeszcze możliwe. Ludzka natura też nie pomaga. Nasze motywacje do działania są bardzo różne, ale też skończone. Kierujemy się miłością? To Romeo i Julia. Zemstą? Hrabia Monte Christo. Jesteśmy rządni władzy? Gra o Tron albo House of Cards.

W literaturze są podobne mechanizmy co w świecie filmów i seriali. Ile razy przełączacie po kolejnych kanałach, bo nie ma co oglądać? Ile razy szukacie w sieci czegoś ciekawego na wieczór? W obu dziedzinach jest sporo pulpy. Wiele produkcji powiela te same schematy, tematy i motywy. Ktoś musiał za to zapłacić, a zrobienie filmu czy serialu jest dużo droższe niż wydanie książki. Tutaj jest podobnie. Czasem dowiaduję się o jakiś rodzimym pisarzu przypadkiem i to po latach, a okazuje się, że wydał już kilka książek i ma nawet przekłady na inne języki. Dlaczego? Co roku wydaje się w Polsce kilkadziesiąt nowych książek samej tylko fantastyki. Blisko połowa to polscy pisarze, reszta przekłady, głównie z języka angielskiego. Nie sposób wszystkiego śledzić. Wielu autorów też nie może się przebić. Konkurencja między pisarzami i wydawnictwami jest duża a rynek się kurczy. Czasem też styl i pomysły są wtórne i podobne do innych.

Ciągle ten Wiedźmin

Andrzej Sapkowski nadal dominuje w polu. Realizowane są kolejne projekty na bazie Wiedźmina, które same w sobie cieszą się sporą popularnością, a dodatkowo wzmacniają popularność książkowego pierwowzoru. Sapkowski nadal pozostaje, w opinii czytelników, najlepszym pisarzem polskiej fantastyki, jak również najczęściej tłumaczonym.

Obecnie mamy jeszcze dwa świetne cykle: „Pana Lodowego Ogrodu” Jarosława Grzędowicza i „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” Roberta M. Wegnera. Oba świetnie napisane i prezentujące bardzo wysoki poziom. Cieszą się dużą popularnością i uznaniem czytelników. Każda pozycja to świetny materiał na grę, film, czy serial.

Nic takiego się nie dzieje. Dlaczego?

Wiedźmin przetarł szlak, pokazał wszystkim, że u nas też się może udać. Sukces literacki został powtórzony na innych polach, a co ważniejsze w pełni skomercjalizowany. Konsumpcja Wiedźmina trwa nadal, ale jak to bywa z każdym produktem rynek kiedyś się nasyci i twórcy zaczną szukać nowego obiektu do powszechnego spieniężenia. Wtedy nadejdzie czas na kolejną sagę.

Felieton dzięki Damian Lupa