Magazyn II – wywiad z Pożałowana Wanda

 

Czy prowadząc bloga, realizujesz jakąś misję?

Być może jest to rodzaj jakiejś misji. Nazwijmy ją „misją zarażania”.
Chciałabym zarażać ludzi miłością do sztuki i kultury, aby nie podchodzili do niej obojętnie. Nie chcę słyszeć, że ludzie słuchają tylko radia, bo nie mają czasu odkrywać muzyki. Jest kilka celów, które postawiłam sobie na przyszłość, ale one wymagają pracy i cierpliwości. Nie mam patentu jak stać się najsłynniejszą blogerką od kultury, ale jeśli mi się kiedyś uda, chciałabym, aby młode zespoły nie musiały kończyć swoich karier w garażu. Taką misję chciałabym wykonać.

Jaka jest geneza Twojej nazwy?

Imieniem Wanda nazywałam wszystkie zwierzęta, które jak się później okazywało- szybko umierały. Była to w zasadzie ćma, która wpadła do mojej kuchni i różowa rybka. Imię zapożyczałam od Wandy Rutkiewicz, na której punkcie mam trochę bzika. Jeśli ktoś zna jej historię, ten wie, że los tych stworzeń nie wydaje się być przypadkowy. Więc Wanda od Wandy Rutkiewicz i zwierząt, pożałowana zaś w cichym hołdzie dla nich i dla niej.

Skąd pomysł na blogowanie?

Kiedyś prowadziłam bloga o kinematografii. Byłam wtedy fasolą wśród blogerów i bardzo szybko odpadłam (na szczęście). Po roku ten pomysł znów się we mnie urodził. Nie miałam pojęcia, że trzeba znać to całe SEO, że social media mają swoje algorytmy i obcinają zasięgi, że trzeba trafiać we frazy itd. Dobrze, że nie wiedziałam. Pewnie bym zrezygnowała ze strachu. To nie był pomysł, a wewnętrzna potrzeba. Jak w piosence „Czasami człowiek musi, inaczej się udusi”. Jeśli chodzi zaś o tematykę, to proste, na niczym innym się nie znam.

Jesteś bardzo aktywna w social mediach. To Twój sposób, aby trafić do ludzi ze swoją twórczością?

W każdym blogerskim poradniku czytałam, że należy być aktywnym. Myślałam więc, że mieszczę się w standardzie. Tak serio, to nie planowałam tego. Blogosfera po prostu przypadła mi do gustu i czuję się w niej jak ryba w wodzie. Social Media powolutku rozpracowuję, ale nastawiam się na długodystansowy proces. Chciałabym stworzyć społeczność zakochaną w sztuce, bez żadnych ram. Zanim założyłam swoją kulturalną grupę, nie znalazłam żadnej innej podobnej, a ludzie tego potrzebują. Sami o tym piszą. Trzeba korzystać z okazji. Jeśli będziemy się wahać, to ktoś inny nam to sprzątnie sprzed nosa i nie będzie się już nad czym zastanawiać.

Sądzisz, że stały czytelnik poznałby Cię w realu?
Gdybym tylko otworzyła buzię i zaczęła paplać, to pewnie zorientowałby się od razu z kim gada.

Masz ulubioną dziedzinę sztuki czy romansujesz ze wszystkimi po trochu?

Najbardziej ze wszystkich kocham muzykę. Jednak nie chcę generalizować. Sztuka jest tak szerokim tworem, że w każdej dziedzinie znajduję coś, czym się zachwycam. Czasem jest to jeden takt perkusji, czasem linia basowa, a czasem trzy spójne kadry w filmie. Romans na wiele frontów, bez poczucia winy.

Co Cię wyróżnia?
Chyba to gadulstwo, róż oraz Indyk. Nikt nie ma indyka na blogu.

Wywiad dzięki Zofia Matylda Czerwińska

  • Paryska Nabierka

    Ciekaw osobowosc. Kinie czytac wywiady z ludzmi, ktorzy maja cos interesujacego do powiedzenia i konkretne cele!

  • Lubię Twoje wywiady 🙂 pozdrawiam!

    • Dziękuję bardzo! Miło, że sprawiam komuś przyjemność.
      Całuję!