„Twórczość to…” – blogerzy, recenzenci, muzycy i aktorzy.

     To pierwszy post na blogu Zapisane Zeszyty, który jest z projektu pt.: „Twórczość to…”. Może wiesz, co to jest, ale zobacz co myślą o tym inni. Na moje pytania odpowiedzieli młodzi, ciekawi twórcy:

Naya

Damian Neduziak

SuperGirl

uczeszmniemamo.pl

Gosiarella

[Odpowiedzi są ułożone kolejno]

  1. – Dlaczego warto tworzyć?

Tworzenie wpływa na rozwój osobisty człowieka, ponadto oddziaływywuje na nasz nastrój i funkcjonowanie w życiu codziennym.

Każdy ma swoje powody, dla których tworzy. Ja osobiście robię to, żeby innym ludziom dawać radość. W ogóle nawet samo rozwijanie się i uczenie nowych rzeczy daje mi poczucie, że robię coś wartościowego. Ktoś inny z kolei może tworzyć po to, by przelać swoje emocje w dzieło sztuki, wyrzucić z siebie coś złego albo podzielić się czymś dobrym. Jeszcze ktoś inny może tworzyć po to, by być podziwianym. Innymi słowy – warto tworzyć, jeżeli sprawia Ci to przyjemność.

Warto tworzyć po to, by ciągle się rozwijać, by nie stać w miejscu. Po to, by zyskać nowe pasje, zainteresowania. Aby się nie nudzić. By mieć coś, co w chwilach złości, czy w gorsze dni przyniesie ukojenie i poprawi nastrój.

Bo to rozwija umysłowo, emocjonalnie i fizycznie – daje poczucie niesamowitego spełnienia!

Nie jestem wcale pewna, czy warto. Bywa tak, że minusy przewyższają plusy, chociaż akurat u mnie to dość rzadkie.

Wydaje mi się, że najzwyczajniej w świecie osoby, które coś tworzą czują taką potrzebę. Gdyby tego nie robiły, czegoś by im brakowało. Gdy sama robię sobie przerwę od pisania, to bardzo szybko zaczynam za tym tęsknić. To naprawdę fajne uczucie, gdy robi się to, co się lubi, a przy okazji sprawia się tym przyjemność innym.

  1. – Dlaczego ty tworzysz? Czy coś/ktoś Cię zainspirował? To był impuls?

Tworzę zarówno z powodów podanych w poprzednim pytaniu, jak i ze względu na swoją przyszłość, w której moja wymarzona praca wziązałaby się z tym, co teraz robię. Dałoby mi to ogromną satysfakcję i życiowy sukces. Od dzieciństwa nikt mnie nie inspirował do tego, co aktualnie sprawia mi radość, więc wynikają z tego fakty, że to był po prostu impuls.

Widziałem kiedyś taki program „Whose Line Is It Anyway?”, gdzie aktorzy improwizowali „skecze” na oczach publiczności. Widać było, że świetnie się przy tym bawią, że są przyjaciółmi i całkowicie się akceptują, że ludzie doceniają ich trud oraz kunszt. Zachwyciła mnie ta atmosfera, czuć było w niej jakieś dobro – pomyślałem, że też tak chcę. Na początku wydawało mi się, że zupełnie się do tego nie nadaję, bo jestem nieśmiały i zupełnie nieśmieszny – nigdy nie byłem duszą towarzystwa i nie potrafiłem opowiadać dowcipów. Okazało się, że jednak mam talent i bardzo szybko się rozwinąłem. Teraz jestem pewny siebie, odważny i zabawny. Ale nadal nie potrafię opowiadać dowcipów.

Tworzę odkąd pamiętam. Jeszcze zanim poszłam do przedszkola interesowałam się szeroko pojętymi zajęciami plastycznymi. Chyba sztukę miałam  we krwi. Z przedszkola przynosiłam zawsze pliki rysunków, w podstawówce pisałam wiersze, później opowiadania… Teraz skupiam się na opisywaniu książek, recenzuję je, dzielę się opiniami i spostrzeżeniami z innymi.

Pewnej nocy w styczniu tego roku miałam sen – przyśnił mi się pomysł na bloga. Już od kilku lat pisuję to tu, to tam, ale bez większych sukcesów. I nagle mnie olśniło – stworzyłam stronę o czesaniu dziewczynek, czyli tak naprawdę o czymś, co robię każdego dnia Dwa dni później miałam już własną witrynę i głowę z milionem pomysłów. Takie były moje początki. Teraz tworzę, bo oprócz możliwości spełnienia moja twórczość zapewnia mi przyszły zarobek i zaistnienie w środowisku jako specjalista w swojej dziedzinie.

Raczej impuls. Z jednej strony od dziecka uwielbiałam pisać – a to pamiętnik, a to opowiadania, a to coś innego. Tak mi zostało. Z drugiej strony założenie bloga było całkiem spontaniczne.

  1. – Dlaczego akurat to? (dodatkowo podaj co robisz)

Śpiewam, tańczę oraz gram na keyboardzie już długi czas. W mojej rodzinie nikt wcześniej się tym nie zajmował. W dzieciństwie bujając się na drewnianym koniku przy utworach z radia śpiewałam swoim niezrozumiałym jeszcze językiem i ruszałam się w rytm melodii. To był znak, że w niedalekiej przyszłości zajmę się tym dość poważnie. W wieku bodjaże 7 lub 8 lat dostałam pod choinkę pierwsze dość małe pianinko/keyboard. Nikt wcześniej, ani nawet teraz nie uczył mnie gry na tym instrumencie, nie uczęszczałam do szkoły muzycznej, ani nie brałam prywatnych lekcji. Byłam i jestem nadal samoukiem nieznającym „muzycznego języka”, czyli gry z nut. Każdą piosenkę odtwarzam w głowie ze słuchu, a póżniej przekładam to na klawisze. Śpiew ujawnił się u mnie naturalnie. Moja skala i barwa nie są na aż tak wysokim poziomie, by móc się nimi chwalić, lecz bardzo lubię to robić i nawet dawnymi czasy brałam udział w konkursach śpiewu, gdzie corocznie osiągałam miejsca na podium. Swój śpiew aktualnie prezentuje jedynie w szkole, nie wiąże z tym przyszłości, aczkolwiek nigdy nic nie wiadomo. Moja ostatnia największa życiowa pasja to taniec. Moją przygodę z nim rozpoczęłam w wieku 10, czy 11 lat, gdy po raz pierwszy utworzyłam swój zespół taneczny w szkole. Układałam różne choreografie (sama, ale również z pomoc a internetu). Bodajże 2 lata wcześniej uczęszczałam na zajęcia taneczne, lecz niestety zupełnie nie opłacała się ich dalsza kontynuacja. Gdy rozpoczełam gimnazjum założyłam drugą grupę taneczną „FRESH DANCE”, którą prowadziłam do czerwca tego roku. Mam kilka inspirujących i motywujących osób w „tanecznym świecie” , jak i wiele marzeń związanych właśnie z nim.

Zajmuję się improwizacją teatralną, czyli gram spektakle bez żadnego scenariusza. W moim przypadku jest to improwizacja komediowa (nazywamy to zawsze po prostu „impro”), ale istnieje również improwizacja dramatyczna. Robię to, bo sprawia to przyjemność mi i ludziom, którzy mnie oglądają. Mogę również dać upust swojej kreatywności, przekraczać swoje granice i rozwijać umiejętności, które są niezwykle przydatne także w życiu osobistym.

Piszę recenzje, bo kocham książki. Moim głównym celem jest poznawanie ludzi, którzy dzielą moją miłość, możliwość wymieniania z nimi spostrzeżeń, opinii i poznawanie nowych książek. Blog jest moją formą pamiętnika, zawsze mogę wrócić do napisanego przeze mnie opisu książki, kiedy chcę sobie przypomnieć jej treść, porównać swoje emocje, jeśli czytam ją ponownie i tym podobne.

Hm… Na początku to miała być zabawa, rozrywka w wolnych chwilach póki „siedzę” w domu z dziećmi. Okazało się jednak, że naprawdę jestem dobra w stylizacji fryzur dla dziewczynek, a poza tym czesanie małych modelek daje mi mnóstwo radości!


Gdy jeszcze byłam na studiach dziennikarskich doszłam do wniosku, że dobrym treningiem będzie stworzenie bloga. Wówczas pisałam tylko o książkach, ale szybko zaczęło mnie to nudzić. W końcu ile recenzji można napisać, nim się człowiek znudzi. Dodatkowo dusiłam się w tak wąskim temacie, więc postanowiłam go rozszerzyć na całą popkulturę. To był strzał w dziesiątkę! Popkultura to życie, a życie to popkultura, więc w końcu nic mnie nie ogranicza (i tak na jednym blogu pojawiają postacie z bajek, superbohaterowie i zombie!), a przy tym mogę się bawić formą, co momentami strasznie mnie bawi.

  1. – Spotykasz ludzi, którzy Ciebie chwalą to co robisz, a inni nie rozumieją, albo wyśmiewają?

Myślę, że jest kilka osób, którym się to podoba, ale to raczej ograniczona grupa – mimo wszystko, to ten skromny odsetek ludzi daje mi największą motywację. Raczej nie spotkałam się nigdy z wyśmianiem…raczej z niedocenieniem i czymś w rodzaju „nieakceptacji”. Nawet osoby, które twierdzą, że źle robię, to co robię lub nie dają mi szans na pokazanie swoich umiejętności, motywują mnie, by dalej pracować i robić to, co daje mi radość.

Przyznam szczerze, że jeżeli już, to dostaję pozytywny feedback. Wiem, że nie wszystkim się to podoba, ale mi nigdy tego nikt nie powiedział w oczy. W związku z tym, ten pozytywny odzew raczej mnie motywuje do dalszego działania. Nawet jeżeli spotkałaby mnie krytyka, to jestem na tyle pewny siebie, że nie poddałbym się.

Wbrew temu, czego się spodziewałam, jeszcze nie usłyszałam żadnej, powtarzam- ŻADNEJ, negatywnej opinii, otrzymałam za to wiele pochwał i motywacji. Kilka pozytywnych słów naprawdę potrafi dać kopniaka i napełnić inspiracjami i chęcią. Serio, wspaniale jest usłyszeć lub przeczytać, że efekt twojej pracy podoba się innym.

Oj tak, na szczęście większość ludzi wyraża się pozytywnie. Moja usługa nie jest jeszcze zbyt popularna na rynku usług dla dzieci, więc niektórzy podchodzą do tego bardzo nieufnie. Jednakże nie spotkałam się jeszcze z negatywną opinią wśród moich „klientek”. To raczej moi rodzice ciągle się wypytują, kiedy pójdę do „normalnej” pracy.


Na początku ludzie (znajomi) patrzyli na mnie dziwnie, gdy mówiłam, że prowadzę bloga. Ich reakcje kompletnie mnie nie dziwiły, bo to były czasy, gdy blogosfera nie była jeszcze popularna, a raczej kojarzyła się internetowymi pamiętniczkami, więc pewnie też reagowałabym podobnie, gdyby nie zgłębiła tematu. Teraz jest zupełnie inaczej, chociaż wciąż trafiają się osoby, które nie do końca rozumieją, jak działa blogosfera. Niemniej pozytywne reakcje są najczęstsze. Zwłaszcza wśród obcych ludzi, którzy kojarzą mnie tylko jako Gosiarellę. Przede wszystkim mam genialnych czytelników, którzy nie tylko udzielają się na blogu, ale również pojawiają się, gdy prowadzę prelekcje na różnych wydarzeniach i przychodzą na spotkania. To właśnie oni dają mi niesamowitego kopa motywacyjnego, gdy czytam od nich maile pełne ciepłych słów lub oglądam fanarty z Gosiarellą w roli głównej. Naprawdę trafili mi się niesamowicie kreatywni i pozytywnie postrzeleni czytelnicy! To fascynujące, że udało mi się zebrać w okół siebie tak wiele wspaniałych osób, które wspierają mnie na każdym kroku! Jeśli można, to w tym momencie chciałabym dodać, że mocno ich serduszkuję!

  1. – Co Ci daje twórczość?

Taniec daje mi wolność, gra na keybardzie pozwala zapomnieć o problemach, a śpiew wyzwala tkwiące we mnie emocje. Wszystko to koniec końców sprowadza się do jednego cytatu  „Pasja i zadowolenie idą ze sobą w parze, a bez nich każde szczęście jest chwilowe, nie ma bowiem bodźca który by je podtrzymywał.” Gdy tworzymy możemy odreagować, a taki „emocjonalny detoks” jest potrzebny do osiągnięcia zadowolenia.

Mogę się rozwijać, mogę tworzyć coś fajnego, mogę się tym dzielić z ludźmi i mogę w ten sposób tych ludzi uszczęśliwiać. Pozwala mi się spełniać.

Twórczość z pewnością daje mi dużo swobody. Dzięki niej rozwinęłam wyobraźnię tak, że mogę zmyślać siostrzenicom bajki, zrobić dla nich szkic kolorowanki, czy też zwyczajnie spełniać marzenia – blog pomaga mi trenować warsztat pisarski, planuję kiedyś napisać i wydać powieść. 🙂

Oprócz samozadowolenia i wielkiej dawki radości, na pewno konkretną wizję przyszłości. W końcu odkryłam co tak naprawdę chcę robić w życiu oprócz rozpieszczania moich córeczek I, mam nadzieję, pociągnie to za sobą konkretne profity finansowe.

Satysfakcje i poczucie spełnienia. Jasne, zarabiam na tym, ale w każdej pracy się zarabia, a nie w każdej jest się szczęśliwym. Ja jestem. Na tym etapie pisanie jest już dla mnie uzależnieniem. Gdy coś czytam, oglądam lub gdzieś wychodzę, ciągle mam w głowie to, jak mogłabym to przedstawić na blogu. Nie wyobrażam sobie teraz życia bez niego. Poza tym dzięki niemu poznałam masę rewelacyjnych osób i przeżyłam rzeczy, które najpewniej w innych okolicznościach nigdy by się nie wydarzyły.

  1. – Zmieniasz się dzięki temu? Myślisz, że był(a) byś inną osoba, gdyby nie to co robisz?

Oczywiście, że się zmieniam. Jestem teraz bardziej pewna siebie, odważna, odporna na krytykę. Uważam, że gdyby nie moje pasje, to te wszystkie wykształcone cechy nie miałyby miejsca bytu, co spowodowałoby to, że byłabym inną osobą.

Oczywiście, że się zmieniam. Improwizacja zmienia każdego, ale u mnie te zmiany były naprawdę diametralne. Od nieśmiałego, zamkniętego w sobie, zahukanego i nieprzepadającego za ludźmi chłopaka przeszedłem do scenicznej bestii, pewnej siebie, towarzyskiej, która kocha ludzi i przede wszystkim pokochała wreszcie siebie. Jestem za to bardzo wdzięczny improwizacji.

Myślę, że gdyby nie moja pasja, byłabym zdecydowanie mniej otwarta w kontaktach. Kiedy zaczęłam przygodę z blogowaniem trochę bałam się reakcji otoczenia, teraz czuję się na tyle swobodnie, że podpisuję się „obiema rękami”, udostępniam linki na prywatnym profilu i nie boję się krytyki. Stałam się też bardziej zorganizowana – muszę dzielić czas na obowiązki i inne pasje. Poza tym nauczyłam się regularności – staram się by posty pojawiały się w miarę możliwości minimum trzy, cztery razy w miesiącu.

Hm… myślę, że tak. Przede wszystkim odnalazłam w sobie ogromne pokłady spokoju – bo nareszcie robię to, co sprawia mi mnóstwo przyjemności!


Zdecydowanie! Często zastanawiam się, kim byłbym teraz i jak wyglądałoby moje życie, gdybym kilka lat temu nie założyła bloga. Czy byłoby lepiej, a może gorzej? Tego już się nie dowiem, ale wiem jedno: to kim teraz jestem w ogromnej mierze zawdzięczam blogowaniu. To ogromna część mojego życia, która wpływa na wiele podejmowanych decyzji.

  1. –  Co byś powiedział(a)/zrobił(a), gdyby ktoś nie był zdecydowany czy tworzyć? (oczywiście, gdyby bardzo chciał(a))

Odpowiedź dla osoby, która nie byłaby zdecydowana czy tworzyć jest zawarta w samym pytaniu. Gdy ta osoba bardzo by chciała, to nie widzę innego rozwiązania, jak rozpocząć tworzenie w wybranej przez siebie dziedzinie, aby osiągnąć to, co wymienione zostało w poprzednich pytaniach.

Powiedziałbym, żeby się zastanowił, czy chce zająć się sztuką dlatego, że to jest sposób pracy, który mu odpowiada, czy dlatego, że nie chce pracować. Bo sztuka to ciężka praca. To właściwie prowadzenie swojego własnego biznesu. Cały czas trzeba się rozwijać. Jeżeli ktoś chce się zająć sztuką z lenistwa, to może się mocno rozczarować. Kolejna sprawa, to że nie każdy może Cię rozumieć. Musisz być zdecydowany, pewny siebie, zmotywowany i systematyczny w dążeniu do sukcesu. Trzeba też pamiętać o tym, że jak się dostaje pieniądze za to, co się kocha, to się to kocha troszkę mniej. Powiedziałbym też, że pomogę, jak tylko będę mógł i że naprawdę warto, jeżeli jest się pewnym, że naprawdę chce się temu poświęcić.

Gdyby ktoś bardzo chciał, a nie był do końca przekonany, to mogę jedynie powiedzieć – SPRÓBUJ. Może nic nie zyskasz, ale też nie stracisz, a dowiesz się, czy Ci to odpowiada, czy nie. Blog można usunąć, rysunki spalić, opowiadania, czy wiersze podrzeć, rzeźbę spalić, plik usunąć z dysku. Co prawda nie polecam niszczenia swoich prac, bo za jakiś okres czasu, może krótszy, może dłuższy prawdopodobnie stwierdzisz, że to wcale nie było takie złe, albo zechcesz porównać swoje pierwsze prace do kolejnych. Uwierz, nawet jak teraz targają Tobą emocje i wierzysz, że nie będziesz żałować- mylisz się. Przemknie Ci myśl: „Szkoda, mogłam/ mogłem zostawić na pamiątkę”, albo wrócić po czasie z czystej chęci ocenienia własnych postępów.

Strach jest naturalny – i to on przede wszystkim powstrzymuje nas od działania. Nic dziwnego. Często uczymy się wiele lat w jednym zawodzie, a potem nagle musimy wszystko rzucić na rzecz naszej pasji. Do tego rodzina, obowiązku, zobowiązania finansowe… Nie jestem zwolenniczką rzucania wszystkiego na rzecz nowej pasji tworzenia – jednakże… nie dowiesz się, czy to dla Ciebie, póki nie spróbujesz!  Warto podejmować wyzwania i szukać swojej drogi. Bo a nuż będzie to to, na co człowiek czekał przez całe dotychczasowe życie!


Trudne pytanie, bo naprawdę nie lubię nikogo namawiać na rozpoczynanie przygody z blogowaniem. To trzeba czuć i ciężko wytrwać. Znam kilka osób, które zdecydowały się założyć bloga i zawsze kończyło się to w ten sam sposób – pisały przez tydzień, dwa, trzy, czasami miesiąc, a później przestawali. Zniechęcała ich niska liczba czytelników, brak pomysłów na teksty lub zwyczajnie brak motywacji. Prawda jest taka, że czas weryfikuje, czy się nadajemy do tworzenia, czy nie. Moim zdaniem warto chociaż to sprawdzić, by później nie żałować, że nawet się nie spróbowało!

 

To pierwsza część. Spokojnie będą kolejne! To byli: blogerzy, recenzenci, muzycy i aktorzy! Znasz już nazwy i pewnie twórczość niektórych z nich. Dzięki!