„Twórczość to…” – pisarze, poeci, scenarzyści i inni…

To drugi post na blogu Zapisane Zeszyty, który jest z projektu pt.: „Twórczość to…”. Może wiesz, co to jest, ale zobacz co myślą o tym inni. Na moje pytania odpowiedzieli młodzi, ciekawi twórcy:

Aposteriorysta

Monik Małgorzata Lis

[Odpowiedzi są ułożone kolejno]

(1.)   Dlaczego warto tworzyć?

Ponieważ tworzenie jest najlepszą częścią życia. Bez kreatywnych działań jesteśmy tylko szarakami, nudnymi ludźmi, jednymi z wielu. Z tłumu wyróżnia nas właśnie działanie.

Tworzenie pomaga nam odnaleźć siebie, dla przykładu, gdy piszę, mogę być autentyczna, zapisywać swoje myśli między wierszami książek, dzięki tworzeniu możemy łatwiej i sprawniej porządkować to co siedzi w naszych głowach a także przez sztukę przekazywać myśli innym w bardziej dostępny sposób.

Tworzenie daje satysfakcję, nie usypia kreatywności. Jest miłym spędzeniem czasu wolnego. Dzięki tworzeniu można wejść w interakcję z innymi ludźmi, przez ich odpowiedzi na nasze dzieła

Uważam, że warto tworzyć, ponieważ każdy z nas, ludzi, powinien zostawić coś po sobie na tej planecie, nieprawdaż? Cytując Napoleona „Miarą wielkości człowieka są pokonali, które po sobie zostawia”. Kamieniami, z których zbuduję mój pomnik, będą wiersze. Samym pomnikiem zaś tomik poezji, który wkrótce wydam.

Tworząc rozwijasz swoje pasje i umiejętności, a także połączenia między neuronami w mózgu. Tak mi się wydaje, nigdy nie pytałem moich neuronów czy czują się wystarczająco rozwinięte.

Myślę, że dla samego tworzenia – to piękne uczucie, robić coś z niczego, przekazywać swoje myśli w niepowtarzalny sposób, obdarowywać ludzi pięknem.

Cóż, jest to dość ogólnikowe pytanie. Poprzez tworzenie można rozumieć bardzo wiele, ale jeśli chodzi o pisanie – robi się to głównie dla siebie i swojego hobby, swojej przyjemności, inne wartości, takie jak przekazywanie poprzez swoją twórczość jakichś ważnych zagadnień czy morałów lub zabawianie słowem, zlatują na drugie miejsce, co nie wydaje się dziwne. Zatem dlaczego warto tworzyć? Według mnie właśnie dlatego, żeby nie stać w miejscu, a pokazywać innym to, co jest ciekawe, ważne i warte zauważenia oraz cieszyć się w ten sposób z życia. Pisanie jest w końcu fantastyczną sprawą.

Twórczość to podobno jedna z cech, którą mamy wspólną z Bogiem! Bóg stworzył świat z niczego, my wprawdzie tego robić nie możemy, ale możemy tworzyć. Można powiedzieć, że tworzenie to wychodzenie poza zwierzęcy sposób egzystencji i realizowanie tego, kim jest człowiek. Warto tworzyć, bo dzięki temu łatwiej jest zrozumieć nam samych siebie i świat, w którym żyjemy.

(2.) Co by było gdybyś nie mogła/mógł tworzyć?


W niedługim czasie może się stać tak, że oślepnę. Mój wzrok jest bardzo słaby i z dnia na dzień widzę coraz mniej komfortowo. Nie poddaję się jednak i przeciskam prozę i słowa tam, gdzie tylko mogę. Piszę nawet na piasku – byleby zapisać myśli. Gdybym nie mogła? Pewnie położyłabym się w grobie.

 

 W pewnym sensie tłamsiłabym emocje, które są we mnie, miałyby mniej dróg ujścia, przez co byłoby mi ciężej w życiu, oprócz tego, czułabym się niespełniona, czułabym, że brak mi czegoś w moim świecie.

 

Gdybym nie miała możliwości tworzenia, co jest możliwe przez brak predyspozycji, najprawdopodobniej miałabym inną pasję.

 

Zdarza mi się czasem taka niemożność. Jestem wówczas smutnym, drażliwym i bardzo wyobcowanym człowiekiem. Głupio przyznać, ale pasja zaczęła sterować moimi emocjami.

 

Hm… Pewnie wtedy bym nie tworzył.

 

Na pewno mój świat byłby mniej kolorowy, możliwe, że byłabym zupełnie innym człowiekiem – sztuka pozwoliła mi zarówno wyjść z depresji, jak i poznać parę wspaniałych osób, z którymi utrzymuję kontakt już od dłuższego czasu i nie zamierzam przestać.

 

Myślę, a w sumie jestem niemalże pewna, że dla mnie oznaczałoby to istną apokalipsę! Z pisaniem wiążę tak naprawdę sens swojego życia, chociaż nie twierdzę, że jeśli bym nie mogła tego robić, to stałabym się warzywem bez ambicji i celu. To po prostu moja ogromna pasja, którą uwielbiam spełniać. Może właśnie dlatego rozumiem Kinga i jego upartą chęć pisania po tysiąc stron dziennie, niezależnie od tego, co ma się dziać. 🙂

Trudno w ogóle wyobrazić sobie taką sytuację, bo co to znaczy: nie móc tworzyć? Nie móc myśleć, nie móc używać wyobraźni? To chyba byłby koniec egzystencji, bo ten, kto nie może używać swojego umysłu, to albo ten, kto nie istnieje, albo ktoś ciężko chory (ale wtedy nie ma tego świadomości, więc i tak to problem, który go nie dotyczy). Dla mnie tworzenie jest tam, gdzie człowiek, i tego nie da się rozdzielić.

 

(3.) Kiedy to się zaczęło?

 

Chyba w podstawówce. Polonistka usilnie mówiła mi, że nie potrafię pisać. Ja zaś się uparłam i w gimnazjum, na jednych warsztatach, ktoś mi powiedział, że świetnie piszę – ta myśl dała mi kopa do działania. A raczej do pisania.

 

Piszę odkąd pamiętam, cała szkoła podstawowa była przepełniona wszelkiego rodzaju konkursami literackimi, gdy tylko nauczyłam się literek zaczęłam składać pierwsze historie, a zanim się to stało, skleciłam krótkie obrazkowe bajeczki.

 

Od dziecka (5 lat)  wiersz, później opowiadania, następnie książka.

Mój płomienny romans z poezją zaczął się wcześnie, bo już już w piątej klasie szkoły podstawowej. Ogień, który dziś pali się  w mojej duszy, zakwitł z, nie oszukujmy się, niezbyt dobrych dziecięcych wierszy.

 

W sumie to od zawsze tworzę. Jako, że moją „działką” jest literatura, to w szkole robiło się opowiadania na zadania domowe, potem jako hobby, dalej przyszło dziennikarstwo, jakieś konkursy, strasznie poszarpana jest moja literacka historia.

Na poważnie chyba we wrześniu 2015r. Początek gimnazjum.

 W pierwszej klasie gimnazjum. Miałam wtedy trzynaście lat. W pisaniu znalazłam coś fajnego, gdy zaczęło mi się to podobać i gdy dostrzegłam to w książkach, które przecież czytałam od zawsze. Pomyślałam sobie wtedy – kurcze, skoro inni piszą i czerpią z tego radość, to czemu ja też nie mogę? – i tak to się zaczęło.

 

Jeśli chodzi o twórcze wykorzystywanie swoich umiejętności i ich rozwijanie, to od małego! Rodzice dbali też o taką formę wychowania. Śpiewałam, malowałam i pisałam odkąd pamiętam, potem doszło pisanie wierszy, śpiewanie, gra na gitarze. Studiowanie filozofii zdecydowanie odegrało w moim życiu dużą rolę. Poważniejsze zajmowanie się sztuką zaczęło się już po studiach – zostałam zaproszona do nagrania płyty z zespołem Club deMoll, teraz mam na koncie już dwie płyty (druga z moimi autorskimi piosenkami). A kiedy podjęłam decyzję, że rzucam doktorat z filozofii, przyszła do mnie powieść. „Koniec świata” jest już wydany i dostępny w sprzedaży – czuwałam nad tym procesem od początku do końca, wybierając self-publishing.

(4.) Czy były jakieś przerwy? Czy były one spowodowane tym, że to Ciebie przerosło?

Mam wrażenie, że nie mam zbyt długich przerw między tworzeniem tekstów. Zazwyczaj                     przerasta mnie brak czasu, dlatego usilnie poszukuję kogoś, kto sprzedaje godziny na wagę.                 Jeżeli znasz kogoś takiego, to daj znać. Zapłacę i w tysiącach, bylebym tylko miała                             dostatecznie dużo czasu na wszystko.

Oczywiście, zdarzały się przerwy, ale nie dlatego, że mnie to przerosło, a raczej z powodu problemów w szkole, kiedy był czas, że się w niej opuściłam, jednak gdy nie miałam zajęć nadrzędnych i absorbujących, pisałam bez względu na wszystko, nawet jeśli nic nikomu na ten temat nie zdradzałam.

Tworzenie nigdy nie przerasta. Przerwy wynikają z braku pomysłu, czasu, wiary w „swoje”, ale jest to stan tymczasowy.

Tak. Było kilka przerw. Niektóre były krótkie, trwały kilka dni, inne zaś długie, ciągnące się nawet około trzech miesięcy. Były najbardziej męczące i rujnujące mnie.

Oczywiście, że były. Nie stworzyłem nic ze „sztuki pięknej” od końca 2014 do maja 2017 (znaczy to były daty ostatnich tworów). No ale, żeby nie było – spowodowało to jedynie moje lenistwo i to, że zabrałem się za dziennikarstwo i tworzyłem artykuły, felietony i tego typu rzeczy.

Dłuższe.. Dwie. Jedna spowodowana brakiem czasu, druga… Cóż, miałam napisać wiersz na konkurs, ale nie umiem pisać pod przymusem. Nic mi nie wychodziło przez dłuższy okres czasu.

Nie. Nigdy nie zrobiłam sobie żadnej przerwy, zawsze pisałam bardzo dużo i ćwiczyłam swój styl czy studiowałam zasady pisowni itp. Pisanie nigdy mnie nie przerosło, bo zawsze nad tym panowałam, wiedziałam, co chcę robić i wychodziło tak, jak chciałam. Przerwy z własnej woli też nie zamierzam robić i nigdy ich też nie było, bo jestem zwolenniczką ciągłego progesu.

Tak jak mówiłam, dla mnie nie ma ucieczki od twórczości, zmienia się jedynie ilość czasu, który na nią poświęcam i stopień zaangażowania. Kiedy studiowałam filozofię, przede wszystkim zajmowało mnie myślenie, budowanie wiedzy i swoich poglądów; kiedy ten sposób ekspresji wyczerpał się, przyszedł czas na twórczość manualną: rękodzieło i szycie na maszynie. Potem –  pisanie piosenek i nagrywanie płyt. Później powieść, bo przestały mi wystarczać krótkie formy wypowiedzi.

(5.) Czy informujesz swoich najbliższych (kogokolwiek tak nazywasz), co się dzieje w Twoim aktualnie tworzonym dziele i jakie masz plany? Czy to ich interesuje?

Moja partnerka ma praktycznie na bieżąco informację o tym, co aktualnie tworzę. Pomaga mi w pisaniu i nie wyobrażam sobie, że mogłaby mnie olewać. Tak samo zachowuję się w stosunku do jej pisania.

Moja rodzina bardzo często wypytuje mnie o szczegóły opowiadań, jednak rzadko zdradzam im co będzie w niezapisanej jeszcze części historii, zwykle moje myśli ulegają drobnym zmianom w trakcie pisania, więc tzw. spojlery nie miałyby większego sensu.

Nie informuje swoich bliskich, figuruje wyłącznie w sieci anonimowo, aby oceny odbiorców były obiektywne- niepodyktowane zazdrością lub nadmierną sympatią. Moi bliscy nie należą do grona twórców, stąd niemożność poprowadzenia takiego tematu rozmowy.

Tak. Informuję. „Igor, kiedy nowy wiersz?” albo „Igor, ja wiem, że jeszcze nie

skończyłeś”, ale daj zerknąć. Można powiedzieć, że informacje są często ze mnie wyciągane.

Nie informuję nawet po ich wydaniu. Moje dzieła są zbyt samobójcze, by pokazywać je rodzinie, jeszcze mnie do jakiegoś psychologa wyślą. (Mam nadzieję, że nutkę ironii w tym zdaniu widać.) Piszę dla pewnej hermetycznej grupy odbiorców, stąd tym, którzy pewnie nie odebraliby poprawnie mojej twórczości, po prostu jej nie pokazuję.

Większość wie, że piszę, parę osób wie, co dokładnie, niektóre czytają. Myślę, że z moich bliskich moją sztuką zainteresowanych jest około pięciu osób.

Czasami napomknę coś, co ma ścisły związek z moimi tworami, ale nie wszystkich to interesuje, więc strzelam, że musi to działać w podobną stronę, gdy ktoś z entuzjazmem woła wzór na deltę, a ja przewracam oczami, toteż rzadko cokolwiek mówię, co najwyżej, że właśnie coś zaczęłam lub skończyłam i chcę się pochwalić samym faktem. Największe zainteresowanie mają moje wiersze, szczególnie u najbliższej mojemu sercu osobie, więc je chętnie pokazuję i czasem wyjawiam inspirację, jakiej użyłam. To, że komuś się to podoba, naprawdę sprawia dużo radości.

Pewnie! Mam już woje audytorium zgromadzone wokół bloga czy fanpage’a, które z ciekawością śledzi moje poczynania.

(6.) Zajmowałaś/eś się kiedyś czymś innym? Albo uważasz, że mogłabyś/mógłbyś robić co innego?

Aktualnie nie wyobrażam sobie innego źródła zarobku, no, może prócz pracy na budowie,                  na której aktualnie dorabiam i rozpoczęcia hodowli ciekawych owadów.

 Zajmowałam się wieloma rzeczami tak jak napisałam w ankiecie, chwytam się masy drobnych „zainteresowań”, jednak nigdy przy tym nie porzuciłam pisania, więc mogłabym robić coś innego, pod warunkiem, że nie wykluczałoby to mojej aktualnej, najważniejszej pasji.

Zawsze jest coś innego, czym się zajmujemy. Lubię fotografować, uprawiać sport. Tworzenie nie jest jakąś enklawą.

Zajmowałem się i zajmuje cały czas. Uwielbiam fotografię i uważam ją za swoisty pałac poezji. Wiersze to poezja, która cieszy nasze serce, a zdjęcia cieszą marzę oczy. Jednakże dużo pewniej czuję się w wierszach.

 Mógłbym robić wszystko, pracować na magazynie czy być właścicielem firmy zajmującej się czyszczeniem pomieszczeń po trupach. Ale po co, skoro mogę tworzyć?

Cóż, nie wiążę planów odnośnie przyszłości ze sztuką, bardzo lubię psychologię. A jeśli miałabym zająć się inną dziedziną artyzmu niż pisanie (poezja czy proza, obojętnie), pewnie byłaby to fotografia, podoba mi się idea uchwycenia chwili w wieczność.

Tak, moją wielką pasją wiecznie było śpiewanie, ale przerwałam to z tylko mi wiadomych powodów. Jako „śpiewaczka” byłam dość kapryśna. Myślę, patrząc dzisiejszym okiem, że gdybym chciała, bez problemu mogłabym się przerzucić na rysowanie, co lubię robić, ale jak na razie nie zapowiada się na to.

Nieustannie zmieniam to, co robię w życiu. Ale twórczość jest w nim zawsze obecna – tylko pod różnymi postaciami.

(7.) Co byś powiedział(a)/zrobił(a), gdyby ktoś nie był zdecydowany czy tworzyć?

             Jeżeli masz pomysł – realizuj go. Inaczej nuda zeżre ci trzewia i pozostaniesz do końca życia              w zanurzony w poczuciu, że wszystko zepsułeś. A i po co?

Opowiedziałabym o tym, jak skuteczną terapią na każdy rodzaj problemów jest tworzenie, pokazałabym mój postęp, ponieważ wiem, że znaczna część osób boi się tworzyć, z wstydu przed sobą lub innymi, jednak uważam, że każdy człowiek świadomie, lub nie coś tworzy. Codziennie opowiadamy ludziom historie często barwione wymyślonymi szczegółami, bazgrzemy na marginesach zeszytów, pieczemy ozdobione ciastka, układamy kolorystycznie książki na półce, wszyscy tworzymy, rzecz w tym, by zdać sobie z tego sprawę i zacząć to rozwijać i robić na większą skalę.

Powiedziałabym:

a) spróbuj swoich sił i przekonaj się, czy to dla Ciebie

b) jeśli za długo się zastanawiasz, to może to nie jest dla Ciebie, niektórzy wręcz mają silną               potrzebę tworzenia, robią to bez zastanowienia

           Powiedziałbym tej osobie, żeby spróbowała, bo zawsze warto. Jednakże upomniałbym ją, aby            nie robiła niczego na siłę, ponieważ z tego nie może wyjść nic dobrego.

Spróbuj. Nie masz nic do stracenia, a wiele do zyskania. To sytuacja win-win, dlatego jedyne,              co Cię ogranicza, to Ty sam.

Cóż, sama miałam ten problem. Powiedziałabym, że to jego/jej decyzja – tworzenie uzależnia,            dzisiaj nie umiałabym się bez niego obyć. Trzeba temu poświęcić dużo czasu i samozaparcia, a            także własnej dumy, by być w stanie udoskonalać siebie i swoją sztukę każdego dnia. Jeśli ktoś         uważa, że nie jest na to gotowy, nie powinien się za to brać. Piękno, artyzm wymaga poświęceń,         tak myślę.

     To proste. Powiedziałabym, że życie jest za krótkie na wątpliwości takiego rodzaju i że jeśli                 bardzo się chce, to naprawdę warto spróbować, bo nie ma się nic do stracenia, totalnie nic.                   Trzeba ruszyć swoje cztery litery, żeby poczuć satysfakcję.

Dla mnie tworzyć czy nie to nie jest wybór, bo twórczość jest zawsze obecna w naszym życiu,             tylko my nie zawsze potrafimy to dostrzec. Wcale nie chodzi o to, żeby każdy stał się uznanym           artystą, ale żeby rozwijać swoje talenty i umiejętności. Można być wirtuozem gry na pianinie albo      wirtuozem cukiernictwa; można tworzyć cuda na szydełku albo pisać pamiętnik. Wierzę, że                miejsce na sztukę – właśnie tak szeroko rozumianą – jest w naszym życiu zawsze.

To druga część. Spokojnie będą kolejne! To byli:pisarze, poeci, scenarzyści, publicyści i osoby, które piszą! Znasz już nazwy i pewnie twórczość niektórych z nich. Dzięki!